Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku jest czynne w miesiącach wrzesień-czerwiec: wtorek 10:00-16:00, środa-niedziela 10:00-18:00. Lipiec-sierpień muzeum jest otwarte od wtorku do niedzieli w godzinach 10:00-20:00. W poniedziałki Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku jest nieczynne, dniem bezpłatnego zwiedzania jest wtorek.
O działaniach prowadzonych przez polskie jednostki podczas II wojny światowej, jak również o życiu codziennym ich załóg na morzu i lądzie, 1 kwietnia br. rozmawiali na fanpage’u @IPN.Szczecin na Facebooku oraz YouTube IPNtvPL prof. Krzysztof Kubiak – Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach prof. Maciej Franz – Uniwersytet Adama
W wyniku tych działań większość zabytków i budynków została zniszczona lub poważnie uszkodzona. 4. Straty ludzkie. Wrocław, jak wiele innych miast, doświadczył także ogromnych strat ludzkich. W wyniku działań wojennych, tysiące mieszkańców miasta zginęło, a wiele osób zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów. 5.
Szare Szeregi zostały powołane 27 września 1939 w Naczelnej Rady Harcerskiej w mieszkaniu Stanisława Borowieckiego, Szefa Głównej Kwatery Męskiej, przy. Szare Szeregi współpracowały z Delegaturą Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na Kraj oraz Komendą Główną. Organizacja harcerzy opierała się na strukturze przedwojennego
Ich odrzucenie oznaczało ostateczny koniec polityki ustępstw wobec III Rzeszy prowadzonej w latach 30. przez mocarstwa zachodnie. Polska jako pierwszy kraj zdecydowała się stawić zbrojny
W czasie II wojny światowej Nowy Cmentarz przy ulicy Nowotarskiej był miejscem egzekucji dokonywanych przez hitlerowców. Po wojnie dokonano ekshumacji zwłok i złożono je do wspólnej mogiły. W 1962 roku na mogile postawiono pomnik z napisem: "Bohaterom poległym od kul faszystów hitlerowskich w latach 1939 - 1945 w obronie
. Ania z trzech zapałek zbudowała trójkąt. następnie dokładając kilka zapałek, zbudowała duży trójkąt złożony z czterech jednakowych mniejszych trójkątów . spośród liczb w chmurce wybierz:59,72,54,12,23,33,111,123,144,209,567,3000 a)te,które mogą oznaczać liczbę zapałek wykorzystana do budowy małych trójkątów b)te,które mogą oznaczać liczbę zapałek wykorzystana do budowy dużych trójkątów wszystkie zapałki muszą być wykorzystane Answer
Zdjęcie Mamy z 1945r i polskich dzieci z Maharają Jam Saheb, Mama stoi, druga z prawej. Zdjęcie z przedstawienia "Kopciuszek" . Za oknem była ciemna noc, szalał wiatr a duże krople deszczu uderzały w okno naszego salonu na Jackson Heights. Pamiętam że miałam wtedy osiem lat. Przykryłam się ciepłym kocem, który zrobiła na drutach moja mama. Miałam nadzieję że burza wkrótce minie ale zamiast tego zgasło światło i przez długi czas nie było prądu. Pamiętam jak mama zapaliła jedną świecę i postawiła ją na ławie. Zdmuchnęła zapałkę i usiadła obok mnie. Moja starsza siostra dołączyła do nas a mama nas przytuliła. Czułyśmy się bezpiecznie w jej ramionach. Siedząc tak w ciemności wpatrywałyśmy się w płonącą świece i prosiłyśmy mamę żeby opowiedziała nam jakaś historie. Mama westchnęła i zaczęła opowiadać nam historie swojego dzieciństwa. Była to smutna opowieść o trudnościach I okrucieństwach jakie doświadczyła podczas II wojny światowej. Zadawałyśmy jej dużo pytań a ona z cierpliwością na nie odpowiadała. Powiedziała nam ze pochodzimy z silnej, pełnej wiary rodziny i powinnyśmy być dumne z naszego pochodzenia. Kilka lat później, gdy byłam w 7 klasie szkoły podstawowej, nauczycielka od historii oznajmiła ze będziemy uczyć się o II wojnie światowej. Krzątając się przy tablicy i poprawiając okulary które spadały jej z nosa spytała: „Kto może powiedzieć nam coś o II wojnie światowej?” Natychmiast zapragnęłam żeby podzielić się z klasą historią mojej mamy. Szybko podniosłam rękę. Nauczycielka mnie nie zauważyła i dalej krzątała się przy tablicy. Zaczęłam wymachiwać ręką w powietrzu próbując zwrócić na siebie uwagę. Wreszcie zostałam zauważona i powiedziałam: „Polacy byli jedną z najbardziej prześladowanych grup narodowych przez reżim niemiecki i sowiecki”. Nauczycielka zmarszczyła brwi, zacisnęła usta i odpowiedziała: „Wszystkie narodowości cierpiały przez całą wojnę.” Nie dając mi szansy na kontynuowanie, zadała pytanie ponownie. Usiadłam zasmucona i nie rozumiałam, dlaczego nauczycielka nie chciała żebym mówiła o milionach Polaków przymusowo deportowanych na Syberię, zmuszonych do pracy w obozach pracy, umierających z głodu i zimna? Nie miałam nawet szansy powiedzieć ilu ich zginęło. Nie rozumiałam, jak mogło to być nieważne w naszej dyskusji klasowej? Po powrocie do domu opowiedziałam mamie o tym co zaszło w szkole. Mama ze smutkiem na twarzy pokręciła głową i powiedziała : „Świat nie zawsze interesuję się prawdą, ważne jest że ty wiesz jaka jest prawda.” Wtedy obudziło się we mnie pragnienie żeby opowiedzieć światu historie mojej mamy. Jest to historia milionów Polaków, którzy nie mogą opowiedzieć prawdy o tym co ich spotkało w życiu, ponieważ nie ma ich już wśród nas. Większość Amerykanów i mieszkańców zachodniej Europy zna okropną historię niemieckiego okupanta, którego celem była zagłada wszystkich Żydów. Niestety, nie wszyscy znają oryginalny plan Hitlera, który przewidywał ludobójstwo i czystkę etniczną wszystkich Polaków oraz zagarnięcie polskiej ziemi. Hitler zdołał zabić dwadzieścia procent polskiej ludności, uprowadzić tysiące dzieci do Niemiec i zburzyć znaczną cześć polskich miast. Jest jeszcze druga historia, o której mówi się rzadko i której większość ludzi nie zna. To historia mojej mamy i prawie 2 milionów polskich obywateli, którzy byli deportowani przez tajną służbę sowiecką NKWD do niewolniczych obozów pracy na terenach byłego ZSRR. Inwazja Wschodniej Polski przez Armie Czerwona rozpoczęła się 17 września 1939, a następujące totalitarne prześladowanie Polaków przez reżim sowiecki jest tematem nadal nieznanym dla większośći Amerykanów. Norman Davies w przedmowie do mojej książki, One Star Away, pisze: “Since Stalin’s Soviet Union became the ally of the West, and the principal victor over Hitler’s Wehrmacht, we are apt to judge the Soviet record by different standards, ignoring the blood-stained dictatorship, the mass atrocities, and Stalin’s odious role during the early years of the war” Po wielu latach trzymania tych ważnych informacji w tajemnicy przed ludźmi postanowiłam opisać tą historie, żeby uczcić pamięć mojej mamy i pamięć milionów Polaków pomordowanych w czasie II wojny światowej. Mama ( Ziuta) w roli wróźki Moja mama, Józefina Nowicka, była siódmym z dziesięciorga dzieci Konstantego i Teodory Nowickich. Urodziła się w 1932 we wsi Dąbrowa w województwie Wołyńskim we wschodniej Polsce. Po I wojnie światowej Polska pojawiła się ponownie na mapie świata. Było to po 123 latach cierpienia pod zaborami Pruskim, Ruskim i Austro-Węgierskim. Kiedy Józefina przyszła na świat, II Rzeczypospolita była spokojnym i szybko rozwijającym się narodem z wieloma grupami etnicznymi. Największą z tych grup stanowili Żydzi, których populacja wzrosła o ponad 16% w okresie międzywojennym i osiągnęła około 3,310,000 osób w 1939 roku. Wioska mojej mamy była mekką wielu kultur. Mała „Ziuta” (tak wszyscy nazywali Józefinę) często wspominała bliskie relacje jej rodziców z sąsiadami z różnych grup etnicznych. Rodzina Nowickich mieszkała w trzypokojowym domu obok dużego lasu. Ojciec Ziuty był leśnikiem i często zapraszał swoich sąsiadów Żydów, Niemców, Ukraińców do domu na obiad i towarzyskie spotkania. Wczesnym rankiem 10 lutego 1940 roku ktoś bardzo głośno uderzał w okna i drzwi domu rodziny Nowickich. Była to tajna sowiecka policja. Tego ranka skończyło się beztroskie i szczęśliwe dzieciństwo Ziuty i zaczęło się piekło na ziemi dla całej rodziny Nowickich i tysiąca innych rodzin, które padły ofiarą przymusowych aresztowań. Te aresztowania były wycelowane głównie w rodziny mężczyzn służących w wojsku, jeńców wojennych i leśników, którzy byli postrzegani przez Sowietów jako „wrogowie ludu”. Operację aresztowań i następujących deportacji zorganizował Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych (NKWD), poprzednik Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB), podobnie jak w przypadku wszystkich następnych masowych deportacji. Moja mama wraz z piątką rodzeństwa i rodzicami otrzymała minutę na zabranie swoich rzeczy. Rodzina Nowickich w pośpiechu zdołała spakować trochę jedzenia, zabrać pościel i rodzinną Biblię. Jeden z rosyjskich oficerów, którego imienia mama nie pamięta, ale którego rodzina mamy codziennie wspominała w swoich modlitwach, nalegał aby zabrali ze sobą maszynę do szycia która okazała się niezbędna do ich przetrwania. W ten mroźny poranek rodzina Nowickich wsiadła na sanie i została zawieziona na stację kolejową, żeby dołączyć do setek innych polskich rodzin czekających w temperaturze poniżej zera. Chwile później wszyscy zostali załadowani przez żołnierzy rosyjskich do pociągu, który składał się z wagonów dla bydła. Sześćdziesięciu do siedemdziesięciu polskich więźniów wpędzano niczym zwierzęta do każdego z wagonów. Wagony miały w środku dwupiętrowe drewniane prycze, które „szczęśliwcy” mogli wykorzystać do spania, jeden żeliwny piecyk oraz dziurę na środku podłogi, która miała służyć jako toaleta. Mama często wspominała jak bardzo upokarzające było korzystanie z tej dziury. Zazwyczaj rodzina zasłaniała kocem, aby stworzyć trochę prywatności. Mama pamięta dokładnie, kiedy pociąg ruszał ze stacji wszyscy śpiewali stary polski hymn Serdeczna Matko, a rodziny przytulały się do siebie, żeby się trochę ogrzać. Takie przesiedlenie trwało od trzech do czterech tygodni. Raz dziennie pociąg zatrzymywał się aby więźniowie mogli rozprostować nogi i wypełnić swoje garnki kipiatok czyli wrzątkiem. Oddalenie się od pociągu było niebezpiecznie, gdyż nigdy nie było wiadomo kiedy pociąg ruszy w dalszą drogę. Niektóre matki z desperacji żeby zdobyć jedzenie dla swoich głodujących dzieci oddalalały się od wagonów żeby wymienić własne ubrania na chleb u miejscowych. Niejednokrotnie, gdy pociąg ruszył bez ostrzeżenia, ktoś z rodziny nie zdążył wrócić do wagonu. Rodzina taka pozostała już na zawsze rozdzielona a dzieci stawały się sierotami. Ziuta w obawie o stratę mamy cały czas trzymała ją za rękę i nie oddalała się od niej nawet na krok. Więźniowie podróżujący w upokarzających warunkach już po kilku dniach zaczęli cierpieć z powodu głodu, zimna i wszawicy. Dzienna porcja jedzenia, która składała się z czterystu gram kleistego czarnego chleba, nie była wystarczająca żeby przeżyć. Ci którzy nie mieli czasu na spakowanie jedzenia przed wysiedleniem zaczęli umierać z głodu i wyczerpania. Pociąg robił dodatkowe przystanki w szczerym polu żeby rosyjscy żołnierze mogli wyrzucić zwłoki z wagonów w nieznaną otchłań. Po trzech tygodniach w wagonach pozostała tylko połowa więźniów. Druga połowa nie przeżyła nieludzkich warunków podróży. Z Wologody, rodzina mamy przetransportowana została kolejne 250 kilometrów, saniami, do miejsca przeznaczenia, do osady Holm (Wierchniaja Pielszma). Oficer NKWD wprowadził ich do jednopokojowego zamarzniętego baraku z żeliwnym piecykiem pośrodku, z jednym zastrzeżeniem: Kto nie rabotajet, tot i nie kuszajet; kto nie pracuje ten nie je. Następnego dnia, ojca i 16-letniego brata Tadka, wywieziono 20 kilometrów do obozu przymusowej pracy, gdzie mieli pracować 12-16 godzin dziennie wycinając drzewa w temperaturze -40 stopni Celsjusza. Mamę i jej młodsze rodzeństwo zabrano do przymusowej szkoły rosyjskiej w celu indoktrynacji ich na młodych Bolszewików. Na szczęście proces systemowej rusyfikacji nigdy się nie powiódł, gdyż moja babcia skutecznie przekazywała swoim dzieciom wiarę katolicka i polską kulturę. Kiedy zapasy rodzinne skończyły się, głód zaczął zaglądać Nowickim w oczy. Czternastoletnia Janka, najstarsza siostra Ziuty, i jedenastoletni Józek, starszy brat Ziuty, zostawili więc naukę w szkole aby pracować 12 godzin dziennie rąbiąc drzewo w tajdze. Za swoją ciężką pracę dostawali porcję zupy rybnej i dodatkową kromkę chleba. Jadzia, druga najstarsza córka, chodziła po szkole i żebrała o resztki jedzenia. Stan zdrowia mojej Babci szybko się pogarszał. Kiedy Tola nie leżała w łóżku z uporczywym kaszlem, reperowała zniszczone ubrania miejscowych ludzi. Dostawała za to czasem cebulę lub ziemniaka. Kiedy drogi były możliwe do przejścia, rodzina szła wiele kilometrów na lokalny targ gdzie wymieniali ostatki swoich ubrań na drobinki jedzenia. Mama miała to szczęście że jej rosyjska nauczycielka czasem przynosiła jej naleśnika “blinę”. Dorastając, pamiętam że mama codziennie modliła się za swoją rosyjską nauczycielkę Alexandrę. Innym wydarzeniem które uratowało rodzinę przed pewną śmiercią było, kiedy pewnego dnia w środku zimy Tadek przyniósł kozę do rodzinnego baraku. Kozie mleko zapewniło im pożywienie potrzebne do przeżycia. Masy wywiezionych Polaków codziennie umierały z powodu przenikliwego zimna, maltretowania i chorób. Pamiętam że całe swoje życie, moja mama nękana była koszmarami, które zawsze zaczynały się od dźwięku “walenia w drzwi”. Często się zastanawiam, czy to było walenie Rosjan w drzwi wejściowe Nowickich w tą straszną noc, czy to może coś bardziej przerażającego? Po dwóch latach tej makabrycznej egzystencji, do obozu dotarła wiadomość o amnestii. Kiedy w czerwcu 1941 r. Niemcy zaatakowali Rosjan, Stalin zawarł porozumienie z Rządem Polskim na wygnaniu w Londynie. Na mocy tego porozumienia, Polacy mieli zostać uwolnieni z sowieckich więzień i obozów pracy. Polska Armia miała powstać na ziemi radzieckiej aby pomóc Rosjanom w walce z Niemcami. Dla polskich obywateli utworzono wtedy specjalne ośrodki pomocy a polskich mężczyzn rejestrowano do wojska w Buzułuk, Tatishchev, i Totskoye. Jednocześnie, organizowano dystrybucje jedzenia, leków i innych niezbędnych artykułów. Pomimo trudności wojny, rządów komunistycznych i przeszkód stwarzanych przez Sowietów, Ambasadzie Polskiej w tym okresie udało się utworzyć 807 ośrodków, w tym sierocińce, szkoły, kuchnie dla ubogich i ośrodki medyczne. Pomimo amnestii, Sowieci utrudniali wyjazd Polakom z obozów pracy. Niektórzy Polacy nie mogli wyjechać z powodu braku odpowiednich dokumentów i pozwolenia na podróż. Polskich więźniów Sowieci zatrzymywali w gułagach, ponieważ chcieli zapewnić sobie siłę roboczą do wykonania swoich norm pracy. Jeszcze inni Polacy, osłabieni i niedożywieni, borykali sie z decyzja, czy w ogóle powinni wyruszyć w podróż przez zamarzniętą syberyjską tajgę. Czy przeżyją?! Babcia moja była jedna z tych osób, jednakże jej wiara w Boga i wola życia były silniejsze niż wątpliwości. Ostatkami sił nieustannie modliła się aby udało im się wydostać z gułagu. Tygodniami szli w śniegu po kolana do najbliższej stacji kolejowej, skąd pociągiem udali się na południe do Ambasady Polskiej w Kujbyszewie. W tamtym cieplejszym klimacie zaczęły wybuchać epidemie czerwonki i tyfusu. Z tysięcy Polaków którzy docierali dziennie do Kujbyszewa, wielu umierało zaraz po przyjeździe z powodu wyczerpania, niedożywienia i chorób. Rodzina mojej mamy dotarła w bardzo kiepskim stanie ale udało im się przeżyć. Zdjęcie Maharadży Jam Saheb Digvijaysinghi Po upływie kilku tygodni, za pośrednictwem Polskiego Czerwonego Krzyża dotarła wiadomość, że wspaniałomyślny Maharadża z Indii, Jam Saheb Digvijay Sinhji zaoferował pomoc i przyjęcie w swoim królestwie 500 polskich dzieci. Rodzice musieli podjąć najtrudniejszą decyzję w swoim życiu. Czy powinni pozostawić swoje dzieci w Rosji na pewną śmierć, czy też powierzyć je polskim opiekunom, którzy mogą dać im szansę na przeżycie i wolność? Na myśl o rozłące ze swoimi dziećmi, serce mojej babci było przeszyte bólem, jednakże rozsądek przeważył, dzięki czemu moja mama z dwojgiem rodzeństwa znalazła się na liście szczęśliwców wybranych do ewakuacji. Razem z Wojskiem Polskim na zawsze opuszczą „nieludzką ziemię” i udadzą się do Persji. Iran, będący od sierpnia 1941 roku pod okupacją Brytyjczyków i Rosjan, był pierwszym przystankiem dla około 38,000 polskich obywateli którzy opuścili Sowicką ziemię wraz z 78,000 żołnierzami polskiego wojska. Ponad połowę ludności cywilnej stanowiły dzieci i młodzież. Inna grupa 2,694 Polaków przybyła do Meszhedu (Mashhad), Iran z Aszhabadu (dzisiejszy Ashgabat). W tej grupie znalazła się moja mama i dwójka jej rodzeństwa, Józef i Jadwiga, którzy przybyli tam drogą lądową w lipcu 1942 roku drogą lądową. Dla nich i dla tysięcy innych polskich dzieci, życie egzystencja pełna strachu, głodu i chorób w końcu się zakończyła. Pobyt w Persji i w Indiach odbudowało w nich wiarę i dało im na nowo szansę na normalne życie. Choć nadal żyli w niepewności i tęsknocie do reszty rodziny, którzy utknęli w „nieludzkiej ziemi” młodzi wygnańcy znaleźli nadprzyrodzoną siłę, by odbudować swoje życie dzięki gorącej woli życia w wolności. Moja książka, One Star Away jest historią koszmaru, jakiego doświadczyła rodzina mojej mamy w Rosji oraz szczęśliwej ucieczki mojej mamy i jej rodzeństwa z tej „Nieludzkiej Ziemi”. Przedstawia skomplikowane ludzkie losy i wędrówkę z bezpiecznego domu w Polsce poprzez Rosję, Persję, Indie i dalej. Historia Ziuty pokazuje nam bohaterstwo Polaków, w tym nauczycieli i wychowawców, którzy opiekowali się dziećmi uchodząc z Rosji. Jest ważną lekcją o wierze, odwadze i miłości. Ujawnia szlachetność i bezinteresowność jednego człowieka, który na zawsze zmieni losy życia mojej mamy i setek innych polskich dzieci. One Star Away udowadnia, że cuda się zdarzają w najbardziej nieoczekiwanych miejscach. Jest moim największym pragnieniem, aby ta historia mojej mamy, uwieńczona w One Star Away, pozostawiła po sobie dziedzictwo, o którym wszyscy powinni wiedzieć. Kiedy dzisiejszy świat wykrzykuje hasła takie jak „równość”, „integracja” i „sprawiedliwość”, wielką obrazą jest to, że świat nigdy nie zwrócił się o sprawiedliwość za kraj, który poniósł najwięcej strat i zniszczeń podczas wojny. Polska ucierpiała z powodu odmowy bycia sojusznikiem Związku Radzieckiego i Niemiec, dwóch krajów z planami eksterminacji i unicestwienia. To niesprawiedliwe, że Wielka Brytania i Ameryka nie włączyły tego fragmentu historii do swoich podręczników i ukryły prawdę. Badając ten temat, natknęłam się na tysiące stron odtajnionych dokumentów z 2012 roku, ujawniających, jak Franklin D. Roosevelt i Winston Churchill zatuszowali dowody dotyczące zbrodni katyńskiej, w której ponad 22 tysiące polskich oficerów wojskowych i intelektualistów zostało zamordowanych przez NKWD i wrzuconych do masowych grobów. Chociaż ludobójstwo zostało prawnie wyodrębnione jako nowy rodzaj międzynarodowej zbrodni przez Konwencję o Ludobójstwie z 1948 r., do chwili obecnej żaden rząd nigdy nie oskarżył Związku Radzieckiego o żadne zbrodnie wojenne, a rząd rosyjski nigdy nie przeprosił za swoją ludobójczą działalność na Polakach. Polacy nie otrzymali żadnej rekompensaty od swojego wschodniego agresora. Pomimo że światowi przywódcy spotkali się w Jałcie w 1945 roku, już wcześniej uzgodnili, że jej wschodnie kresy zostaną wcielone do Związku Radzieckiego, a Polacy zostaną zniewoleni pod sowiecką dominacją. A dlaczego polscy żołnierze, którzy stanowili czwartą co do wielkości armię aliancką nie byli obecni na defiladzie z okazji dnia zwycięstwa (Victory Day Parade) w Londynie? Żołnierze, którzy tak dzielnie walczyli na każdym froncie, haniebnie nie zostali zaproszeni przez Brytyjczyków, ponieważ Wielka Brytania oficjalnie uznała nowy rząd komunistyczny w Polsce, a nie polski rząd na uchodźstwie, wobec którego wojska były lojalne. Polskie ofiary wojny, w przeciwieństwie do żydowskich ofiar wojny, teź nigdy nie otrzymały od swojego zachodniego agresora żadnych odszkodowań, ani jednej złotówki. W świetle tego wszystkiego słusznie czuję się obrażona i jeszcze bardziej oburzona, gdy światowe media, i przywódcy głoszą takie kłamstwa, które zawierają słowa „polskie obozy śmierci” i fałszywie przepisują historię. Prawidłowy termin to „ Niemieckie Nazistowskie obozy zagłady w Polsce”. Mam nadzieję, że One Star Away pomoże uporządkować historię dotyczącą stalinowskiego terroru i uznać krew i łzy moich rodaków. Tak ważnej części historii nie można pogrzebać. W Jamnagarze, Indie September 2018. Autorka książki Imogene Salva ze swoją Mamą Ziutą Nowicką Książka One Star Away jest do nabyciaJ One Star Away eBook : Salva, Imogene: Kindle Store Facebook: (20+) Imogene Salva, Author of „One Star Away” | Facebook
W 2019 roku miałam okazję pierwszy raz w moim życiu zwiedzić piękne miasto Łódź. Wiele razy podróżując ze Sląska nad morze, przejeżdżałam przez to miasto, ale nigdy nie miałam okazji zatrzymać się tam choćby na chwilę. Odkrywanie genealogii mojej rodziny spowodowało, że zapragnęłam odwiedzić tę, leżącą w samym sercu naszego kraju, aglomerację. Okazało się bowiem, że część moich pra… przez cały XIX wiek mieszkała w Łodzi i należała do grupy tysięcy łódzkich tkaczy. Tkaczy, którzy przecież zbudowali i rozsławili to miasto. Łódzcy tkacze. Pewnie, tak jak i mnie, także Wam, Drodzy Czytelnicy, te dwa slowa przywołują natychmiast obrazy z „Ziemi Obiecanej”… Jak tylko odkryłam „łódzki ślad” w histoii mojej rodziny,… Za kilka dni Wigilia, magiczny dzień, wstęp do Swiąt Bożego Narodzenia. A Wigilie naszych Przodków… Jak wyglądały? W jaki sposób były przygotowywane, obchodzone? Wiele razy w ciągu ostatnich kilku lat, przygotowując się do Swiąt, czy zasiadając wraz z rodziną przy wigilijnym stole, zadawałam sobie te pytania… Czy moi krewni dwieście, trzysta lat temu też rozkładali biały obrus, dzielili się opłatkiem, a potem zasiadali do wspólnej wieczerzy? Do stołu, na którym królowała ryba, grzyby, barszcz, kapusta…? Z jednej strony Swięta Bożego Narodzenia i Wigilia to jeden z najbardziej uroczystych i tradycyjnych momentów w roku. Z drugiej – przecież wszystko, także tradycje, zmienia się. Weźmy na przykład karpia. Wiadomo, że podczas ostatnich… W jednym z moich pierwszych wpisów na tym blogu (Moje Pierwsze Spotkanie z Genealogią), opisałam moment, tę krótką chwilę, kiedy postanowiłam zająć się odkrywaniem historii moich antenatów. Stojąc nad grobowcem moich przodków, rodziny Blajerów, w Zawierciu i czytając dość mocno zatarte przez czas litery, zastanawiałam się kto dokładnie jest w nim pochowany. Większość nazwisk brzmiała znajomo. Jedno jednak było mi zupełnie nieznane: Jan Sadzawicki. Kim właściwie był Jan Sadzawicki? Nie miałam pojęcia… A bardzo mnie to pytanie nurtowało. Postanowiłam, że muszę dowiedzieć się kim On był… I dlatego dziś mogę śmiało powiedzieć, że w dużej mierze to właśnie Janowi Sadzawickiemu zawdzięczam swoją genealogiczną pasję :-). To właśnie od zainteresowania Jego… Jakiś czas temu w przepastym kartonie z rodzinnymi zdjęciami i pamiątkami odkryłam stare, dość kiepskiej jakości zdjęcie… A właściwie dwa zdjęcia. Mały format, dawna technologia, ale mimo to nie były trudne do „rozszyfrowania”. Góry, piękny zimowy krajobraz na pierwszym z nich oraz drugie gdzie na pierwszym planie bez problemu rozpoznałam mojego dziadka macierzystego, Franciszka Grzesiaka (w białej koszuli na zdjęciu po lewej). Każde zdjęcie dziadka, którego niestety nigdy nie poznałam, jest dla mnie na wagę złota, więc radość była ogromna. Wierni czytelnicy mojego bloga wiedzą, że rodzinne zdjęcia i ich historie niezwykle mnie fascynują (przypominam tutaj wcześniejszy wpis o „dworcowym” zdjęciu), więc i tym razem zdjęcie dziadka zainspirowało mnie do… Poszukiwania genealogiczne to nie tylko wędrówki po archiwach czy bibliotekach. To także poszukiwania wspomnień, które krążą w rodzinnych historiach powtarzanych przez naszych te są bardzo ulotne, zacierają się z czasem. Często zapominamy jakiś szczegół, miejsce czy nazwisko… Ponieważ już za kilka dni obchodzić będziemy kolejną rocznicę 1-go września 1939 roku, postanowiłam opublikować – i dzięki temu mam nadzieję zachować – te opowieści z pierwszych dni wrześniowych walk. Opowieści opisujące wybuch II Wojny Swiatowej ze wspomnień moich przodków. Wiem, że istnieje wiele wydawnictw traktujących o pierwszych dniach września 1939 roku, wiele relacji, artykułów, filmów dokumentalnych. I pomimo, że opowieści moich krewnych nie wyróżniają się na ich tle niczym szczególnym, postanowiłam… Szanowni Czytelnicy, w poniższej opowieści chciałabym w pewien sposób nawiązać do wątku z mojego poprzedniego wpisu. Wątku o XIX-wiecznych przeprowadzkach, poszukiwaniu szans na lepsze życie. Poprzednio opisałam historię podróży Jana Blajera. Pozwólcie, że dziś przedstawię Wam kolejnych „podróżników za pracą”, podróżników z nadzieją na lepsze jutro, a przy okazji moich przodków. Tym razem będzie to rodzina Szaychów. Byli to sukiennicy, którzy na przełomie XVIII i XIX stulecia osiedlili się w mieście Końskie. Skąd dokładnie Szaychowie wywodzili się – nie jestem pewna. Raczej nie byli z pochodzenia Polakami. Już samo nazwisko brzmi raczej obco. Ponieważ po ich osiedleniu się w Polsce było ono przekręcane, zapisywane na kilka różnych sposobów, nie mam… Podróże przodków… Zmiana pracy, możliwość awansu, rozwoju, zdobycia nowych doświadczeń… To wszystko powoduje, że wielu z nas decyduje się dziś na sto, dwieście, trzysta lat temu było tak samo? Z pewnością tak. Nasi pradziadowie też szukali szczęścia, sukcesów, lepszych zarobków… Pozwólcie, że opowiem Wam jak poszukiwania te wyglądały w przypadku mojego 5xpradziadka. Jan Blajer odbył bowiem wiele podróży w swym życiu. Zawsze wydawało mi się, że nasi przodkowie, szczególnie Ci bardziej oddaleni w czasie, jeśli w ogóle przemieszczali się, to zwykle do pobliskich wsi, miast czy miasteczek. Tam gdzie była praca, gdzie właśnie działo się coś ciekawego. W historii mojej rodziny jest wiele takich – dość typowych – przeprowadzek.… Kiedy rozpoczynałam moją przygodę z genealogią, ciekawiło mnie bardzo jak daleko w czasie uda mi się cofnąć w moich sobie pytanie z jakiej epoki pochodzić będą moi najstarsi, najodleglejsi w czasie, a znani z imienia i nazwiska antenaci? Kto okaże się moim najstarszym poznanym przodkiem? Czy będą to czasy zaborów czy jeszcze wolnej I-szej Rzeczpospolitej? Na początku marzeniem był wiek XIX-ty i każde kolejne pokolenie, które udało mi się „odkryć”. Ale jak wiadomo – apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc z czasem pojawiła się chęć poszukiwań w bardziej odległych czasach… Większość poszukiwaczy odtwarzających historię swoich rodów zgodzi się pewnie ze mną, że odnajdowanie przodków do mniej więcej początku XIX…
W wieku ośmiu lat moja matka Teresa została okradziona z dzieciństwa. Spała, ściskając ukochanego pluszowego lisa, gdy we wczesnych godzinach porannych 1 września 1939 r. przerażająca burza niemieckiego ataku powietrznego obwieściła wybuch II wojny światowej. Piętnaście dni później wojna pojawiła się na jej podwórku, gdy polscy żołnierze kopali okopy w jej rodzinnym ogrodzie. Niemcy zbliżający się do Warszawy ostrzeliwali artylerię w Młocinach, malowniczej wiosce, w której mieszkała jej rodzina, osiem mil na północny zachód od stolicy. Konie galopowały przez łąkę, gdy polski pułk kawalerii przyłączył się do obrony. Niemcy wpadli w zasadzkę i „zabili ich – tak po prostu” – wspomina moja matka, strzelając palcami. Pociski artyleryjskie zniszczyły dach domu, przebiły ścianę jej sypialni, zmiażdżyły werandę i wybuchły w ogrodzie. Teresa, jej starszy brat Thomas i ich rodzice godzinami siedzieli w piwnicy, dręczeni jękiem umierającego polskiego żołnierza błagającego o pomoc, której nie byli w stanie udzielić. Do końca dnia czterech polskich żołnierzy leżało martwych na ich podwórku. Niemieckie wojska rozkazały im wyjść z domu, „karabiny maszynowe przystawili do gardła” – wspomina moja matka. Żydowski sąsiad został zamordowany na ich oczach. Jego przerażoną żonę i dzieci odprowadzono; moja matka nigdy więcej ich nie widziała. Mój dziadek i inni mężczyźni zostali odesłani pod uzbrojoną strażą. Kobiety i dzieci otrzymały polecenie zakopania zwłok. Tom i moja babcia pochowali tego dnia 14 ciał, w tym pozbawionego głowy polskiego strzelca maszynowego. Dano im godzinę na zebranie swoich rzeczy i ewakuację do lasu. Kiedy zbierali to, co mogło zmieścić się w starym wózku dziecięcym, niemiecki żołnierz porwał pluszowego lisa mojej matki i umieścił go na kabinie swojej ciężarówki, przewrotne trofeum dla ujarzmienia innych ludzi. Z lewej: Teresa jako małe dziecko z matką Aliną Sumowską Romanowską w ich wiejskim domu w Choceniu, 1933 r. Z prawej: Ojciec Teresy, Bohdan Romanowski, wraz z bratem Teresy Thomasem, na początku lat 30. XX wieku. Zdjęcie dzięki uprzejmości Teresy R. Lakshmanan Skradzione dzieciństwo Następne pięć lat przyniosło niewyobrażalny horror. 75 lat od Dnia Zwycięstwa Europy (w 2020 przypadł 8 maja – przyp. red.), kiedy naziści ogłosili kapitulację, nie wystarczyło, aby zaleczyć blizny. Moja matka była tylko jednym z dziesiątek milionów dzieci, których życie zostało zbrutalizowane przez siły historii, całkowicie poza ich kontrolą. Miała szczęście. Jej imię, Teresa Romanowska, pojawia się bez przypisu „zmarły” na „Liście pamięci” obozu nazistowskiego, w którym była przetrzymywana. Jednak dziś jej najgłębsze wspomnienia, jej uporczywe, fantomowe lęki zakorzenione są w tych latach, w których się kształtowały. Nawet sześćdziesiąt lat w Stanach Zjednoczonych, za oceanem i po drugiej stronie wojny, nie było w stanie usunąć traumy utraconej niewinności. Moja matka pamięta swoje przedwojenne dzieciństwo jako sielankowe, beztroskie życie w wiejskim domu otoczonym ogrodami warzywnymi i drzewami owocowymi; ule i kury; krowy i konie; temperamentny kucyk o imieniu Kucka; i pies myśliwski. Jej rodzice pochodzili z wykształconej szlachty; jej ojciec, Bohdan Romanowski, był potomkiem Kazimierza Pułaskiego, polskiego szlachcica, który walczył w rewolucji amerykańskiej i uratował życie Jerzego Waszyngtona w 1777 r. Mój dziadek, inżynier wykształcony w Polsce, Niemczech i Cesarskiej Rosji, prowadził uprawę buraka cukrowego we wsi Choceń w środkowej Polsce, kiedy urodziła się moja matka. Jej kosmopolityczna matka, Alina Sumowska Romanowska, mówiła czterema językami i dorastała w dzisiejszej Ukrainie, w rodzinnym majątku, który spłonął w czasie rewolucji rosyjskiej w 1917 r., zmuszając jej rodzinę do ucieczki do Krakowa. Wielki kryzys doprowadził do zamknięcia cukrowni w 1933 r. Rodzina przeprowadziła się do Młocin, bukolicznej enklawy między Puszczą Kampinoską a Wisłą, i zbudowała dwupiętrową willę. Krążyli, aż Bohdan znalazł pracę w amerykańskiej firmie. W 1937 r. mógł kupić fabrykę cegieł. Kiedy naziści opanowali Młociny we wrześniu 1939 r., mój dziadek został schwytany i zmuszony do pracy jako tłumacz w kwaterze głównej armii niemieckiej 30 mil na wschód od Warszawy. Jako przeszkolony w Dreźnie inżynier mechanik byłby przydatny dla niemieckiej machiny wojennej, ale odmówił współpracy. Jego cegielnia została skonfiskowana. Bez środków do życia mój dziadek musiał sprzedać swoją ziemię i wynająć mieszkanie na warszawskich przedmieściach na Bielanach. Jedyne, co mógł znaleźć, to praca fizyczna jako mechanik tramwajowy. Ich racje żywnościowe były skąpe, ledwie wystarczające, aby uratować się przed głodem. Thomas, wówczas 14-letni, pochłaniał powieści Dickensa, by zapewnić sobie przyjemność z fantastycznych bankietów. Moja babcia Alina zastawiła biżuterię, aby kupić jedzenie. Na zdjęciu: Teresa Lakshmanan z wnukiem Devanem Tatlowem modli się przy grobie rodziców w Warszawie w 2014 r. Zdjęcie: Indira Lakshmanan Śmierć i bunt w Warszawie Nazistowska ideologia postrzegała nie tylko Żydów, ale także rzymskokatolickich Polaków, takich jak rodzina mojej matki, jako podludzi okupujących terytorium kluczowe dla Niemiec. W przemówieniu do generałów za zamkniętymi drzwiami krótko przed inwazją na Polskę cytowano Adolfa Hitlera, który nakazał „bezlitośnie i bez współczucia wysyłać na śmierć mężczyzn, kobiety i dzieci polskiego pochodzenia i języka. Tylko w ten sposób zyskamy Lebensraum [przestrzeń życiową], której potrzebujemy”. (…) Polscy przywódcy ruchu oporu planowali uwolnić miasto od nazistów, gdy Sowieci zbliżali się ze wschodu. Tom, wówczas 19-letni, potajemnie zarządzał dystrybucją podziemnego biuletynu prasowego. 1 sierpnia 1944 r. ostrzegł rodzinę, że o godzinie 17:00 wydany zostanie rozkaz do rozpoczęcie Powstania Warszawskiego. Tego dnia mój dziadek - Bohdan - nigdy nie dotarł do domu. Przez 63 dni naziści przeprowadzali nieustanny ostrzał miasta artylerią i bombami w dzień i w nocy. Dziesiątki tysięcy mieszkańców zamordowano na ulicach. We wrześniu nazistowska brygada przybyła pod dom mojej matki, rozkazała wszystkim wyjść na ulicę, a mieszania zaczęli obrzucać zapalnikami. Rodzina właśnie kończyła obiad, kiedy w panice wpadła moja matka, niosąc ze sobą brudne naczynia. Tom impulsywnie pobiegł do tyłu, aby spróbować usunąć bombę. Żołnierz wycelował w niego karabin, a Alina krzyknęła: „Tom! Zejdź, on cię zabije!”. Tom uciekł, ale dom spłonął. „Stałam na środku ulicy z misą brudnych naczyń i patrzyłam, jak nasz dom płonie” – wspomina moja matka. Fragment reportażu autorstwa Indira Lakshmanan. Całość dostępna na stronie:
URZĄD DZIELNICY URSUS m. st. WARSZAWY OŚRODEK KULTURY „ARSUS” w DZIELNICY URSUS m. st. WARSZAWY DOM KULTURY „KOLOROWA” BIBLIOTEKA PUBLICZNA w DZIELNICY URSUS m. st. WARSZAWY Miło jest nam poinformować, że Dom Kultury „Kolorowa” we współpracy z Ośrodkiem Kultury „Arsus” oraz Biblioteką Publiczną im. W. J. Grabskiego w Dzielnicy Ursus m. st. Warszawy organizują V edycję KONKURSU „MOJA WIEDZA O II WOJNIE ŚWIATOWEJ” W roku 2009 przypadała 70. Rocznica wybuchu II Wojny Światowej a w latach następnych okrągłe rocznice wydarzeń z nią związanych. Nasz konkurs wiedzy o II Wojnie Światowej rozpisany jest na lata 2009 -2015. Każdy rok poświęcamy innym, dominującym wydarzeniom z tego okresu. Edycja 2013 roku nosi nazwę „GETTO WARSZAWSKIE – ŻYCIE, WALKA, ZAGŁADA” Patronat honorowy nad tą imprezą objęli: Prezydent m. st. Warszawy – Pani Hanna Gronkiewicz –Waltz Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej – Pan Paweł Machcewicz Przewodniczący Rady Dzielnicy Ursus m. st. Warszawy – Pan Henryk Linowski Burmistrz Dzielnicy Ursus m. st. Warszawy – Pan Wiesław Krzemień Impreza ma charakter otwartego konkursu wiedzy, do którego zapraszamy młodzież i dorosłych z województwa mazowieckiego. Celem konkursu jest przybliżenie i rozszerzenie wiedzy o tych wydarzeniach. Nad sprawnym przebiegiem tegorocznej edycji czuwać będzie Komisja Oceniająca Konkursu. Komisja opracowała wykaz literatury zalecanej uczestnikom konkursu (w załączeniu) oraz zestawy pytań. W konkursie mogą startować dwie kategorie uczestników: I – uczniowie gimnazjów II – uczniowie szkół ponadgimnazjalnych i dorośli Eliminacje odbędą się w Ośrodku Kultury „Arsus” 02 - 495 Warszawa, ul. Traktorzystów 14. Konkurs obejmuje dwa etapy: I etap - 1 października (wtorek) 2013 roku kat. I - uczniowie gimnazjów - godz. kat. II - uczniowie szkół ponadgimnazjalnych i dorośli - godz. Uczestnicy zgłoszeni do I etapu po identyfikacji zgłoszeń i po zajęciu miejsc na sali otrzymają zestawy 40 pytań z trzema opcjami odpowiedzi, z której jedna będzie prawidłowa. Odpowiedzi należy zaznaczać znakiem „X”. Na wypełnienie zestawu uczestnicy konkursu będą dysponowali 60 minutami. Każda prawidłowa odpowiedź daje 1 punkt. Do II etapu zakwalifikują się uczestnicy, którzy otrzymają 30 i więcej punktów. II etap - 15 października (wtorek) 2013 roku. Informacja o zakwalifikowanych do II etapu będzie dostępna na stronach internetowych W drugim etapie uczestnicy otrzymają zestawy 40 pytań z trzema opcjami odpowiedzi, z której jedna będzie prawidłowa. Nagrodzeni zostaną wszyscy, którzy w II etapie otrzymają 30 i więcej punktów. Uroczysty wieczór laureatów połączony z wręczeniem nagród odbędzie się w piątek 25 października 2013 roku w Domu Kultury „Kolorowa” o godz. Karty zgłoszeń do konkursu należy przesłać lub dostarczyć do dnia 24 września 2013 roku na adres: Dom Kultury "Kolorowa", 02 - 495 Warszawa, ul. gen. K. Sosnkowskiego 16 - KONKURS „GETTO WARSZAWSKIE – ŻYCIE, WALKA, ZAGŁADA” tel. 22 867 63 95, fax 22 667 83 75 e-mail: dk [dot] kolorowagmail [dot] com lub online ze strony organizatora. Szczegółowych informacji o konkursie udziela: Dom Kultury „ Kolorowa ”, 02 – 495 Warszawa, ul. gen. K. Sosnkowskiego 16, Sekretariat II piętro, pokój 227 lub Janusz Łukaszewicz pokój 230 - tel. 22 867 63 95, kom. 604 503 353. Powyższa informacja będzie dostępna również na stronach internetowych LITERATURA ZALECANA UCZESTNIKOM V EDYCJI KONKURSU „GETTO WARSZAWSKIE – ŻYCIE, WALKA, ZAGŁADA” 1. Bartoszewski W., Brzeziński B., Moczulski L. – „Kronika wydarzeń w Warszawie 1939-45” PWN, Warszawa 1970 2. Bartoszewski Władysław, Edelman Marek – „I była dzielnica żydowska w Warszawie” PWN 2010 3. Davies Norman – „Powstanie 44” Wydawnictwo Znak, Kraków 2004 4. Edelman Marek – „Getto walczy” W: R. Assuntino, W. Goldkom „Strażnik M. Edelman opowiada” Kraków 1999 lub/i Łódzka Księgarnia Niezależna 1991 5. „Encyklopedia Warszawy”, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN 1994, ISDN 83-01-08836-2 6. Engelking B., Żbikowski A., Tych F., Żyndul J. – „Pamięć. Historia Żydów polskich przed, w czasie i po zagładzie” Fundacja Shalom 7. Engelking B., Leonciak J. – „Getto Warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście” IFiS PAN, Warszawa 2013 8. Ernest S. – „O wojnie wielkich Niemiec z Żydami Warszawy 1939-43” Czytelnik 2003 9. Grynberg Michał – „Pamiętniki z Getta Warszawskiego” PWN 1993 10. Gutman Israel – „Żydzi warszawscy 1939-43” Warszawa 1993 Oficyna Wydawnicza Rytm 11. Jagielski Jan, Lec Tomasz – „Niezatarte ślady getta warszawskiego” ŻIH, Warszawa 1997 12. Krall Hanna – „Zdążyć przed Panem Bogiem – wywiad z Markiem Edelmanem”, Wydawnictwo a5 Kraków 2008 13. Kunert Krzysztof Andrzej – „Polacy- Żydzi 1939-45” Wybór źródeł, Rytm Oficyna Wydawnicza, Warszawa 2001, ISBN 83-73-99158-1 14. Leonciak Jacek – „Spojrzenia na getto” Warszawa DSH 2011 15. Sakowska Ruta – „Ludzie z zamkniętej dzielnicy” PWN 1993 16. Szuchta Robert, Trojański Piotr – „Holokaust – zrozumieć dlaczego” Oficyna Wydawnicza – Mówią wieki 17. Wołoszański Bogusław – „Encyklopedia II wojny światowej” Amber 1997 18. Żbikowski A. – „Żydzi” Wrocław 2005 ISBN 83-7384-193-8 Wszelkich informacji na temat dostępności poszczególnych tytułów dla uczestników konkursu udziela pracownik Biblioteki Publicznej w Ursusie Sylwia Zuzelska – Starszy Bibliotekarz; Tel. 22 823 46 00 lub mail: sekretariatbpursus [dot] waw [dot] pl
moja rodzina w czasie 2 wojny swiatowej